Dziewczyna z (prawie)tatuażem

Zmiany- jak bardzo są nam potrzebne, a może lepiej gdyby ich nie było? Zdarza się, że przychodzą w najmniej odpowiedni momencie, chociaż może i moment jest odpowiedni, tylko sama zmiana jest ciężka do zaakceptowania. Przecież było tak dobrze, życie nabrało kolorów, wszystko układało się tak jak powinno. Pewnie, że bywały gorsze dni, była jednak świadomość, że dostałaś szczególny prezent od losu – światełko, które rozprasza najgorszą ciemność – a jednak, to nie był prezent na zawsze, tylko coś w rodzaju zasmakowania czegoś cudownego, pięknego i kiedy jeszcze dobrze nie zakosztowałam tego, zabrano mi to…
Myśl, że przestanę być dwudziestokilkulatką przeraża mnie od dłuższego czasu, teraz kiedy zaledwie tydzień dzieli mnie od tej strasznej chwili, nie mogę sobie znaleźć miejsca.
Pewnie to głupie i z pewnością nic tak naprawdę się nie zmieni po tej dacie. Jednak nie mogę oprzeć się myśli, że nadchodzą zmiany i to takie których pewnie nie chcę. Może tu nie chodzi o zmianę na trójkę z przodu, tylko tego cichego, dołującego głosiku z tyłu głowy, że zbliżają się kolejne urodziny a ja znowu albo czegoś nie zrobiłam albo co gorsze nie dałam rady utrzymać tego stanu który sprawiał, że się uśmiechałam.
Mówi się, że należy walczyć o marzenia i o swoje szczęście. Co jednak, kiedy taki stan rzecz nie chce z nami zostać? Panta rei Kai ouden menei… nic nie zdarzy się dwa razy, wszystko w końcu się zmieni, czy tego chcemy czy nie. Oczekujemy zmian na lepsze, ma to być jednak takie „lepsze” jakiego my chcemy, okazuje się, że taka koncepcja nie zawsze pasuje losowi. On ma własną wizję naszego szczęścia.
Obrałam sobie kurs w swoim życiu, zebrałam załogę, ułożyłam w głowie priorytety. Wiedziałam kto i co jest dla mnie ważne. Wtedy pojawił się ten szczwany lis, potocznie nazywany losem, postanowił wszystko pozmieniać. Świat stanął na głowie, nie rozumiałam tego, przecież to co sobie wymyśliłam miało mieć większy sens. Dotychczas żyłam mottem zawartym w krótkim liście, który kiedyś dostałam. Stał się moim amuletem, noszę go zawsze przy sobie, jakby miał moc odgonić wszystko co złe. Gdy dopada mnie przygnębienie to go czytam, rozpamiętuję każde słowo. Myśl , że jest gdzieś osoba która zna mnie na wylot i wie o mnie wszystko, która podniesie mnie gdy upadnę, jest bardzo krzepiąca. I tu pojawia się moja zmiana, trzeba nauczyć się polegać przede wszystkim na sobie i umieć odnaleźć oparcie w samej sobie.
Z tymi zmianami tak już jest, przychodzą często nieproszone, jeszcze mają czelność twierdzić, że wyjdą nam na dobre. Pojawiają się znienacka, jak ciężki kamień spadający prosto na naszą głowę i zwalający nas z nóg. Trzeba nagle zacząć żyć inaczej, wszystko sobie poukładać i nauczyć nowej sytuacji.
Zmiany- jak bardzo są nam potrzebne, a może lepiej gdyby ich nie było? Zdarza się, że przychodzą w najmniej odpowiedni momencie, chociaż może i moment jest odpowiedni, tylko sama zmiana jest ciężka do zaakceptowania. Przecież było tak dobrze, życie nabrało kolorów, wszystko układało się tak jak powinno. Pewnie, że bywały gorsze dni, była jednak świadomość, że dostałaś szczególny prezent od losu – światełko, które rozprasza najgorszą ciemność – a jednak, to nie był prezent na zawsze, tylko coś w rodzaju zasmakowania czegoś cudownego, pięknego i kiedy jeszcze dobrze nie zakosztowałam tego, zabrano mi to…
Co jeśli to wszystko nas przerasta?
Nie lubię sytuacji gdy coś jest poza moją kontrolą, zwłaszcza jeśli to wywraca moje życie do góry nogami.
Zmiany, zmiany, zmiany… są wszędzie, atakują z każdej strony:

  • Wielkie zmiany w polityce!
    -Zmień się na wiosnę!
  • Zmiana pracy!
    -Zmień styl życia na lepszy/zdrowszy/aktywniejszy
    A jeśli ja nie chcę zmian, jeżeli tak jak „jest” spełnia moje oczekiwania, może właśnie tak jest mi dobrze? Może zmiana która zaszła kilka miesięcy temu nie odpowiada mi!!!
    Mogę stawać na rzęsach, nie ucieknę jednak od tego i albo stanę naprzeciwko temu wszystkiemu albo zwinę się w kłębek, schowam pod kocem i będę cicho szlochać nad swoim losem.
    Druga opcja nawet kusząca, jak jednak mogłabym spojrzeć w oczy moim przyjaciołom, rodzinie, jak sobie mogłabym spojrzeć w oczy, skoro uciekłam od problemu. Problemu?
    No tak problemu, bo często zmiany od tego się zaczynają. Mamy z czymś lub kimś problem i jesteśmy zmuszeni podjąć jakieś działanie, zmienić całą sytuację.
    Bywa, że to co nas spotyka, jest dla nas trudne, że wydaje się nam, że to już koniec świata, z tym już sobie nie poradzimy, to się nie zmieni.
    Wtedy wyciągam telefon, mam takie trzy numery pod które gdy zadzwonię nigdy nie usłyszę – sorry nie mam czasu, daj sobie z tym radę sama. Te osoby zawsze były ze mną w tych najgorszych ale i najlepszych chwilach. Na tym przecież polega przyjaźń, żeby być dla siebie zawsze, a nie tylko wtedy gdy jest dobrze i wygodnie.
    Wtedy to nie przyjaźń, to zwykła znajomość. Postanowiłam więc za radą jednej z tych osób, oswoić moje zmiany.
    Takim sposobem 30-te urodziny przeżyję po swojemu. Sama wyznaczę zmianę i nową drogę.
    Jak już wspomniałam, załogę już mam i to najlepszą, taką na całe życie.Tego nie pozwolę zmienić, nikomu i niczemu!!
    Tuż nad moim lewym nadgarstkiem już za tydzień będzie widniał kompas, który już nigdy nie pozwoli mi zgubić właściwej drogi.
    Taka to ze mnie dziewczyna z prawie tatuażem, wierząca w najcudowniejsze ziemskie anioły, dziewczyna w czasem różowych włosach, która ostatnio do szaleństwa zakochała się w lamach i alpakach. Która śpi z ogromnym różowym flamingiem z którym obiecała dzielić się z młodszą siostrą 😉
    Czasem może z za bardzo wybujałą wyobraźnią, przez co jest też straszną panikarą i często wyolbrzymia problemy.
    Dziewczyna która w końcu będzie miała trzydzieści lat wierzy, że to dopiero początek, że ze wszystkim jeszcze zdąży, przecież trzydziestka to nie koniec świata. Głęboki wdech i czuję jak wszystkie myśli układają się mi powoli w głowie. To kolejny krok w moim życiu i znajdę na niego siły, nawet jeśli będzie trzeba wygrzebać je spod ziemi.
    Zmiany, zmiany, zmiany – będę na was gotowa!!!

4 myśli w temacie “Dziewczyna z (prawie)tatuażem

  1. Zmiany są potrzebne! I te małe i te duże 😉 zauważ, że kobiety często zaznaczają te zmiany przez wizytę u fryzjera. Może też tak masz? Ja sama tak robie! Nawet nie koniecznie zmianę, która nastąpiła, ale czasami samo postanowienie zmiany czegoś. Teraz jak tak myślę, to w takim razie jedna zmiana powoduje kolejną i l.i.f.e.g.o.e.s.o.n 😊
    Zmiany są potrzebne, bo inaczej dalej mieszkalibyśmy w jaskiniach 😜

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: