Całkiem inna panna młoda

Nigdy w mojej głowie nie pojawiło się marzenie o wielkim weselu, białej sukni i długim welonie. W białym mi chyba nie do twarzy 😛 A tak poważnie, nigdy moim celem samym w sobie nie było wyjście za mąż…

W przyszłym roku czeka mnie formalizacja mojego związku z M. i chociaż sam aspekt ślubu cieszy mnie, tak nie rozumiem całej tej otoczki jaka temu towarzyszy. Z całą pewnością nie dopadła mnie przedślubna gorączka, gorzej mam wrażenie, że błądzę w całkowicie mi nieznanej krainie wesel.

Szczerze?

Gdyby chodziło tylko o mnie, to zamówiłabym pizzę lub zorganizowała grilla, bez szykownych strojów, białej sukni i reszty udziwnień i wymysłów. Tak, dla mnie to wszystko co dzieje się po przysiędze małżeńskiej, to po prostu zachcianki. Już słyszę te głosy oburzenia i zdziwienia:

  • Jak możesz tak do tego podchodzić, to przecież Twój dzień – najważniejszy i najpiękniejszy?
  • Jak nie zrobisz, to kiedyś będziesz żałować
  • Każda dziewczyna marzy przecież o ślubie, białej sukni i długim welonie

I tu wchodzę ja za dość zdziwioną miną… Serio? Po pierwsze skoro to mój dzień, to skąd to oburzenie, przecież chcę go spędzić po swojemu. Dlaczego tak ciężko jest zrozumieć, że ktoś może inaczej postrzegać pewne rzeczy niż my? I to stwierdzenie o najważniejszym i najpiękniejszym dniu, no cóż… oczywiście, że jest to ważny dzień, ale nie powiedziałabym, że NAJWAŻNIEJSZY. I trzeci aspekt, strefa marzeń i pragnień… no nie, przepraszam bardzo, ale nie mogę być nieszczerą wobec Was, a zwłaszcza wobec siebie. Nigdy w mojej głowie nie pojawiło się marzenie o wielkim weselu, białej sukni i długim welonie. W białym mi chyba nie do twarzy 😛 A tak poważnie, nigdy moim celem samym w sobie nie było wyjście za mąż, teraz żeby wszyscy mnie dobrze zrozumieli. Cieszę się, że wychodzę za M. że będę dzielić z nim życie, ale wesele i blichtr, jaki temu towarzyszy nie sprawi, że nasz związek będzie pełniejszy lub szczęśliwszy. Po ślubie M. będzie nadal tym samym wkurzającym, wygadanym i opiekuńczym M. i fakt czy będziemy mieli na palcach obrączki, czy nie, nie ma dla mnie żadnego znaczenia. One nie pozbywają się problemów, to tylko ozdoba.

Krótko mówiąc moja wizja wesela, jest prosta: luźne stroje, spotkanie przy grilluj, bez tej całej otoczki i szumu… ale to tylko moja wizja, która M. nie przypadła do gustu. Przypomniałam sobie, że w związku należy iść na kompromis, dlatego też zgodziłam się na bardziej tradycyjną opcję wesela (kapelę góralską wybiłam mu z głowy). Oczywiście mamy tematy w których bez dwóch zdań się zgadzamy np. obrączki. Zrezygnowaliśmy z tradycyjnych złotych obrączek, na rzecz tytanowych, M. nie lubi złota, a ja jakoś nie obwieszam się biżuterią więc złoty krążek to dla mnie niepotrzebny wydatek. Właśnie, wydatki w tym też jesteśmy zgodni, nie chcemy wydawać nie wiadomo ile na wesele, impreza ma być skromna, żadnych niepotrzebnych gadżetów. Próbowałam przeforsować zamiast sukni jeansy i trampki, ale M. udawał, że nie słyszy mojego pomysłu. Zrozumiałam sugestię, suknia zostaje.

Z tematem ślubu wiąże się jeszcze jeden temat – nazwisko. Zostać przy swoim, zmienić, a może dwuczłonowe? Najchętniej zostałabym przy moim nazwisku, bo je uwielbiam, jest częścią mnie i wszystko co do tej pory osiągnęłam w swoim życiu zrobiłam pod tym nazwiskiem. Jednak zakładam oficjalnie z M. rodzinę więc nie mogę, nie chcę wykluczyć go w żaden sposób. Dlatego najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest nazwisko dwuczłonowe. Dlaczego ten temat jest dla mnie tak ważny? Biorąc ślub nie chcę w żaden sposób utracić siebie, będę żoną (jak ja nie lubię tego określenia) ale nadal, a raczej przede wszystkim pozostanę sobą, Gosią którą znają moi przyjaciele i rodzina. Nadal chcę być niezależna i spełniać się zawodowo, rozwijać, nie chcę żeby ktoś zaczął mnie postrzegać tylko przez bycie żoną.

No dobra, jakie wnioski? Nie jestem idealną przyszłą panną młodą, nie nakręcam się nad tematami typu – kolor przewodni wesela, wymarzona suknia ślubna i wesele jak z bajki. Mogłabym się pokusić i wziąć udział w konkursie na najgorszą pannę młodą, ale dobrze mi z tym, wiem co jest dla mnie ważne. To czy będę miała idealny ślub i wesele, czy też nie, nie jest ważne. W tym wszystkim chodzi o to żeby M. i ja patrzyliśmy w jedną stronę, byli gotowi zawsze spotkać się w połowie drogi i wspierać się wzajemnie w naszym planach. Motywować się do osiągania coraz to wyższych celów. To nie biała suknia, czy huczne wesele w tym pomagają. Dlatego z dumą oświadczam, że przyjmuję miano najgorszej panny młodej 🙂

3 myśli w temacie “Całkiem inna panna młoda

  1. Przyznam, że świetny tekst! W kwestii mega wesela masz rację, bo tu nie o całą tą otoczkę chodzi, tylko o Was, a bardziej o to co będzie potem. My też nie mamy tych „złotych krążków” na palcach i mimo to czujemy się świetnie 😁
    W kwestii bycia „tylko żoną”, myślę że to już zależy od nas samych…to już nie jest XVIIIw. ze „pan domu” tak powiedział i tak ma być. Małżeństwo nie może być niewolnictwem dla którejś ze stron, nawet jeśli myślisz że mówi o tym zmiana nazwiska na te tylko po mężu 😉
    Po za tym, cieszę się z tej wiadomości! Gratuluję decyzji! 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: