O kobietach, przez kobiety i dla kobiet, czyli przemyślenia współczesnych trzydziestolatek.

Gdy byłam małą dziewczynką, często żałowałam, że nie jestem chłopcem. Zawijałam mój długi warkocz pod czapkę z nadzieją, że nie zostanę rozpoznana, wychodziłam z założenia, że chłopcy mieli lepsze zabawki, fajniejszych bohaterów w bajkach (ile razy można oglądać jakąś księżniczkę, którą za każdym razem ktoś musi ratować albo bawić się barbie, której życiowym celem jest wyjść za Kena). Zamiast skakać w gumę, wolałam grać w piłkę nożną lub koszykówkę, czy siatkówkę. Już jako ta mała dziewczynka stwierdziłam, że ta równość między dziewczynami a chłopakami jakoś nie ma odbicia w rzeczywistości. Marzyłam, że jako dorosła kobieta, nie będę zależna od żadnego mężczyzny, będę silna i spełniona.

Minęło sporo czasu od tamtej rozkminy małej dziewczynki, nie wszystko się jednak zmieniło. Nadal twierdzę, że to równe traktowanie kobiet i mężczyzn jest tylko na papierze lub w jakiś populistycznych mowach polityków. Udało mi się, jestem niezależna, czuję się silna i spełniona, a przede wszystkim jestem dumna z bycia kobietą – jestem współczesną trzydziestolatką. Czyli kim dokładnie, czym się różnię od trzydziestolatek z wcześniejszych dekad? Taki temat włączył się w czasie mojego spotkania z kilkoma dziewczynami, które cenię i bardzo się cieszę, że pojawiły się w moim życiu. Łączy nas wiek, czasem poglądy i zainteresowania, ale przede wszystkim to, że świetnie się czujemy w swoim otoczeniu, rozumiemy się i szanujemy nawzajem. I tak właśnie sobie siedzimy i dyskutujemy nad tym, jakie właściwie jest nasze miejsce we współczesnym świecie. Czego od niego oczekujemy, a czego on może oczekiwać od nas? Taka rozmowa z mądrymi, silnymi i pełnymi pasji kobietami w letni wieczór jest bardzo owocna, polecam jako dodatek zabrać ze sobą prosecco lub mrożoną herbatę/kawę. Takie wieczory mogłyby się wtedy ciągnąc w nieskończoność.

Jak tak sobie pomyślę, to moja mama w wieku trzydziestu lat była już stateczną żoną z dwójką dzieci, ja w tym samym wieku dopiero przygotowuję się do małżeństwa, a słowo „stateczna”, jakby to delikatnie powiedzieć, kompletnie do mnie nie pasuje 😉 i tak zaczęłam się zastanawiać, jak to teraz jest z tym podejściem do małżeństwa i macierzyństwa? Raz po raz słyszy się w mediach, że kariera wygrywa u kobiet z zakładaniem rodziny (nie poruszam tu teraz cnót niewieścich, bo nie chcę się denerwować przy tworzeniu tego tekstu, ale pewnie wrócę niedługo do tego tematu). Ciekawe jeśli chodzi o kobiety, mamy coś w rodzaju konfliktu interesu, jeśli chodzi o rodzinę i karierę, natomiast u facetów, nie ma żadnych ograniczeń, wręcz przeciwnie u nich rozwój osobisty i zdobywanie kolejnych szczebli kariery jest pożądane. Świat zawsze był podzielony na męski i żeński i niestety nadal mało jest tych, którzy widzą po prostu człowieka.

Jakie dziś mamy priorytety: małżeństwo, dziecko lub kariera? Wszystkie, a może tylko niektóre? A może coś całkiem innego? I tak jak siedziałyśmy, każda miała inną wizję odpowiedzi, niektóre nawiązywały do siebie i w jakiś sposób uzupełniały się. A ja tak siedzę i myślę, czy mam jakiś plan, kolejność działania? No nie mam, nie sądziłam, że muszę wybierać i chyba nie chcę wybierać. Jestem głodna i ciekawa świata, chcę czerpać z życia ile się da, każdy z tych aspektów jest mi w jakiś sposób potrzebny, ale nie chcę wybierać jednego kosztem innych. Z tych moich chaotycznych myśli wybudza mnie jedna z dziewczyn – Julka, powtórzę słowo w słowa za nią bo inaczej to straci swój urok:

„Gdybym kiedyś miała zrobić listę priorytetów, to pewnie te trzy rzeczy tam bym wpisała. Zawsze mi się wydawało, że mam potencjał na super karierę, ale kiedyś gdzieś na przełomie liceum i studiów, kiedy to kompletnie nie wychodziło mi życie uczuciowe, zawarłam pakt. Tak dobrze słyszycie, pakt z siłami wyższymi. Jako, że od zawsze wierzyłam w magię i w równowagę we wszechświecie itd, to miało to sens. Więc powiedziałam, że kompletnie nie zależy mi na karierze, mogę nawet oblać studia, byle tylko znaleźć osobę, która mnie pokocha, doceni, zaopiekuje się mną i będzie mnie wspierała i szanowała. Znalazłam taką osobę, więc żegnaj kariero 😀 Jeżeli mam się nad tym głębiej zastanowić, to i tak uważam, że nie da się połączyć kariery z dzieckiem”

Żeby nie było, nie organizuję potajemnie sabatu czarownic, spotkań szeptuch, czy innych tego typu zlotów 😛 ale sam pomysł paktu przykuł moją uwagę i odciągnął od gonitwy myśli jaka toczyła się w mojej głowie. Hmm racjonalnym wyjściem wydaje się pomysł Julki, najpierw kariera później macierzyństwo, ale jak sama zaznaczyła, kariera się wtedy kończy. Julka podkreśliła, że próba pogodzenia dziecka i kariery, zazwyczaj kończy się tym, że któryś z rodziców będzie się musiał „poświęcić” zawodowo. Olga miała krótką ale sprecyzowaną odpowiedź, na swojej liście z całą pewnością pojawiłaby się kariera, co do małżeństwa, nie do końca była przekonana. Elka, jest najmłodsza z naszej grupy, ale jeśli chodzi o priorytety w swoim życiu, wszystko ma od dawna ułożone.

Moja lista jest krótka i na pierwszym miejscu postawiłabym rodzinę i przyjaciół. Nie ma dla mnie nic cenniejszego niż możliwość współdzielenia pięknych chwil, ale też przechodzenie przez trudne momenty z bliskimi mi osobami 🙂 Mogę spokojnie skreślić z tej listy karierę, bo często trudno ją połączyć z zakładaniem rodziny. Ja pracuję żeby żyć, a nie odwrotnie.

W tym czasie często dziewczyny odnosiły się do tego, że trudno jest pogodzić bycie mamą z pracą, a ja tak sobie myślę, przecież związek, małżeństwo nie zawsze musi iść w parze z rodzicielstwem. Powody mogą być różne, może ktoś mieć problem z zajściem w ciąże, w ogóle nie będzie mógł mieć dzieci lub po prostu ktoś nie chce mieć dzieci. Mam wrażenie, że trzecia opcja jest w naszym kraju nadal odbierana z zaskoczeniem, niedowierzaniem, a czasem agresją wobec takich osób. Tylko nie rozumie dlaczego, posiadanie dziecka i wszystko co się z tym wiąże, jest sprawą tylko i wyłącznie danej pary, to ich decyzja i powinna być jednogłośna, zmuszanie żeby ktoś działał wbrew sobie, to najgorsza opcja. Działa to w dwie strony, mężczyzna nie ma prawa zmusić kobiety, do ciąży bo ma wizję dom, syn, drzewo, ale kobieta też nie może próbować wymusić na mężczyźnie powiększenia rodziny, przez ciążę, czy adopcję. Z drugiej strony mamy jeszcze całe środowisko zewnętrzne: rodzina, znajomi, a nawet nieznajomi, każdy ocenia, udziela „dobrych rad” i to pytanie, kiedy dziecko? Czasem się zastanawiam, czy zanim padnie to głupie pytanie, włącza się im jakikolwiek proces myślowy? Może warto sobie uświadomić, że kobieta, której zadaje się to pytanie, nie może z jakiegoś powodu mieć dzieci, albo nie chce ich mieć. I to nie wasz zakichany interes, wtykanie nosa w życie innych ludzi, to słabe zajęcie. Julka wtrąciła, że nasze społeczeństwo ma taki typ myślenia zakorzeniony – kobieta musi mieć dziecko, żeby być szczęśliwą itd. to pytanie zdaje się być dla nich wyrazem troski :/ Nasza dyskusja powoli zmieniła tory na jeszcze nie tak dawno bardzo głośny temat, Elka cały czas powtarzała, że to co się działo jest bardzo ważne, bo wreszcie ktoś zwrócił uwagę, że coś jest nie tak w naszym kraju. Olga widząc co się dzieje na ulicach, poczuła swego rodzaju odwagę, aby wyrażać własne poglądy, ale również świadomość, że nie jest sama w swoich obawach i poglądach. A Julka… a co tam lubię ją cytować:

… a potem TK wydał wyrok i zaczęły się spacery. Wtedy zalała mnie fala strachu i frustracji. Pamiętam moją pierwszą myśl: o matko! Nie mogę być więcej w ciąży! – Nie chodzi o to, że w podskokach poszłabym dokonać aborcji, gdyby coś, tylko taka niemoc, że cofamy się w czasie. Walczyliśmy, jako społeczeństwo o wolny wybór, o równe prawa – w miarę równe, ale to inny temat – i teraz znowu ktoś nam je zabiera! W momencie kiedy kobiety, mężczyźni, w różnym wieku, nawet dzieci wyszli na „spacery”, to poczułam z nimi mega solidarność. Nadal nie wiem co bym zrobiła gdyby… i wydaje mi się, że nikt nie wie. Ta decyzja jest na pewno bardzo trudna, jeżeli już ktoś się na to zdecyduje, będzie żył z tym do końca życia, ale nie może być tak, że kobieta boi się zajść w ciąże…

Przyglądam się tej naszej paczce i dochodzę do wniosku, że i ja się boję, strach mnie ogarnia, jak widzę, jaki bajzel się robi. Jednak podobnie jak dziewczyny, widząc tych wszystkich ludzi idących ramię w ramię czuję, że przynależę do czegoś większego, że w tym strachu i złości nie jestem sama. Atmosfera zrobiła się ciężka, patrzyłyśmy jedna po drugiej i szukałyśmy ujścia tego ciśnienia. I tak sobie myślę, że te współczesne trzydziestolatki mają w sumie wiele ciężkich tematów przed sobą, ale całkiem nieźle sobie radzimy, jak trzeba postawimy się nawet politykom. Stereotypy często utrudniają nam życia, media społecznościowe i reklamy tworzą kanony piękna i starają się zmusić nas do bycia idealną. A my pomimo to, idziemy przez życie z podniesioną głową, zdobywamy kolejne szczeble kariery, mamy cudowne rodziny, po prostu staramy się być szczęśliwe. Na naszych zasadach, tak jak chcemy. Nie muszę być lepsza, ładniejsza, czy mocniejsza. Nikomu na siłę nie muszę dorównać, prześcignąć, ani uszczęśliwić. Bądźmy dumne z tego powodu, że jesteśmy kobietami, bo mamy w sobie siłę o której mężczyznom nawet się nie śniło.

2 myśli w temacie “O kobietach, przez kobiety i dla kobiet, czyli przemyślenia współczesnych trzydziestolatek.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: