(Nie)winna

Macie tak czasem, że winicie siebie za rzeczy na które w rzeczywistości nie macie wpływu? Bo ja często i jeszcze wkurzam się kiedy ktoś próbuje pokazać mi irracjonalność mojego zachowania. Bywa, że mamy jakiś słabszy okres w swoim życiu, albo trafiliśmy w jakieś toksyczne środowisko, które tak nam zamąciło w głowie, że za to wszystko co się dzieje w koło wskazujemy jednego winnego. Siebie. A może by tak po prostu odpuścić?

Nie będzie tu rad z psychologicznej kozetki, bo nie jestem psychologiem i nigdy nie chciałam być. Wystarczy mi, że za jednego psychologa planuję wyjść, lubię jednak czasem zrobić sobie małą rozkminę nad jakimś tematem. A jeśli chodzi o szukanie winny w sobie i zadręczanie się problemami całego świata, to mogę śmiało się wypowiedzieć. Jak to mówią, znam to z autopsji 😉 czy nauczyłam się wprowadzać w życie hasło odpuść sobie? Proszę Was jasne, że nie, ale ciągle się uczę. Z mniejszym, bądź większym skutkiem, ale zawsze. Zaczynamy.

Pamiętacie jak wspomniałam z moim ulubionym sabatem czarownic, że od lat ktoś narzuca nam jaka jest rola kobiet w społeczeństwie? Mimo, że walczymy z tym i zrobiłyśmy już duży progres, to czasem, przynajmniej jeśli chodzi o mnie, włącza się opcja – perfekcyjna pani domu. W moim przypadku nie chodzi tylko o idealnie wysprzątane mieszkanie, czy obiad niczym w restauracji z gwiazdką Michelin. Chociaż takie pomysły, też przeszły mi przez głowę, ale głównie chodzi o nawet najmniejszą pierdołkę jaką robię. Wszystko musi być takie , jak wymyśliłam sobie w głowie, a jak wiadomo w głowie to wszystko sobie wyidealizowałam, ten typ tak ma. Kiedy to się nie do końca udaje zaczyna się samobiczowanie, w przenośni oczywiście, aż tak bardzo mi nie odbiło ;p

Świetnym polem do rozwinięcia w sobie poczucia winy, są dla mnie przygotowania do ślubu, tak jak już kiedyś pisałam nie jaram się tym wszystkim. Jednak, jak już coś robię, to niech to ma ręce i nogi. I w tym całym misternym planie przeżycia jakoś imprezy weselnej, jest jeden punkt, który mnie przeraża. Jest to pierwszy taniec, albo w ogóle taniec. Przyznaję się, mam dwie lewe nogi lub jak to mówi M. jestem drewnem. Ćwiczymy sobie wieczorami w domu, wiecie żebym nabrała pewności siebie i takie tam. Zapamiętać kroki których uczy mnie M.? Banał. W głowie jest wszystko proste, jednak gdy zaczynamy tańczyć i coś mi się pomyli… No tragedia, stanę jak wryta i uwaga, zaczynam przepraszać, że się pomyliłam, że przeze mnie nigdy się tego nie nauczymy itp. M. w takiej sytuacji mówi zawsze dwa słowa: wyluzuj i odpuść. Wyluzuj, bo ma to być zabawa i odpuść, bo nie musisz robić wszystkiego idealnie. Wydaje się to takie proste co nie? Skoro nie wiem, że w czymś nie jestem specem, to mam prawo do błędu, w sumie nawet jakbym była to też mam takie prawo. Każdy ma prawo czasem się pomylić, jesteśmy ludźmi, a nie cyborgami. Jednak mój pokręcony umysł widzi to inaczej, skoro czegoś nie umiem, to jestem winna tego, że nauka się przedłuża, że stoimy z tym jednym punktem w miejscu itd. A wiecie co jest najlepsze? Te myśli nie przychodzą tak od razu, skubane czekają, jak się położę do łóżka i ja skończony łosiek zamiast zasnąć, to kminie co zrobiłam źle i dlaczego nie mogę zastosować się do rad M. Widzicie to? Obwiniam się za to, że czuję się winna, litości gdybym stała obok siebie, przywaliłabym sobie poduszką. Więc mamy pierwszy punkt wiecznego obwiniania się, w tym przypadku za bycie niedoskonałą, chociaż dobrze wiemy, że nie ma ludzi doskonałych.

Często rzeczą za jaką się winimy i za nic nie chcemy sobie odpuścić jest nasz wygląd. I znowu posłużę się sobą, żeby przybliżyć o co dokładnie chodzi 😀 Mam taką psiapsiółkę, nazywa się insulinooporność i lubi robić mi nietrafione prezenty w postaci dodatkowych kilogramów. Powiedziałabym, że od dwóch lat mam dietę, ale w rzeczywistości musiałam się nauczyć żyć według całkowicie nowe stylu. Walka z tymi nadprogramowymi kilogramami nie należy do łatwych i przyjemnych, wręcz przeciwnie to długa i ciężka praca, która nie zawsze przynosi efekty. Staram się jednak, jak mogę, ćwiczę, próbuję ograniczyć stres (jak znajdzie się geniusz, który wynajdzie metodę na ograniczenie stresu, powinien dostać Nobla), a efektów prawie nie widać. I takim sposobem znowu chodzę zła na siebie, bo skoro mi to nie wychodzi, to z całą pewności, coś robię źle. Przy okazji dobijają mnie jeszcze toksyny, ale nie te w organizmie, chodzi mi o toksyczne osoby. Będzie o takich typach ludzi osobny wpis obiecuję 😉 jednak poczucie winy wzrasta, gdy ciocie dobre rady w swojej uszczypliwości, nie mając pojęcia jak wygląda życie z tą chorobą. Rzucają hasełka w stylu: zrobiłabyś coś wreszcie z sobą, a może spacerkiem do pracy? Przyda Ci się to itp. Wzrasta wtedy chęć mordu takiej osoby, ale ostatecznie, to jedyne co w nas się rodzi to poczucie winy za nieudane próby powrotu do zdrowia i dawnego wyglądu i poczucie, że ciągle coś robi się źle. A jak już wiemy najlepiej byłoby sobie odpuścić. Żyć w tym nowym stylu, bez spiny i ciągłego sprawdzania wagi, ćwiczyć w taki sposób żeby mieć w tego przyjemność, bo przecież wtedy neutralizujemy działania stresu. Może jakieś ćwiczenia oddechowe i relaksacyjne. Bo to nie moja wina, nie tyję przez to, że wrzucam w siebie nie wiadomo ile jedzenia. Jestem chora i to osoby, które nie rozumieją tego mają problem, a nie ja. Odpuszczam sobie te niby winy.

Następnym o czym chcę wspomnieć, to związki i chodzi tu właśnie o te toksyczne. W których niektórym z nas niestety udało się być, za te całe bagno obwiniamy siebie.Zaczynamy wymyślać usprawiedliwienia dla wszystkich zachowań naszego partnera/partnerki, często te tłumaczenia dzieją się naszym kosztem. Dajmy na to, zostałam zdradzona/ny, bo najwidoczniej czegoś tej drugiej osobie brakowało, może za mała dawałam z siebie, mogłam się bardziej postarać, zainteresować. No chyba nie! Bo albo ma się kręgosłup albo nie, jak jesteś z kimś w związku i coś przestaje działać tak jak powinno, to o tym powiedz. Jak się pozna kogoś innego, to kurcze miej odrobinę cywilnej odwagi i powiedz: sorry ale wypaliło się, ja już dłużej tego nie widzę. Może wspólnie znajdziemy rozwiązanie, a nawet jeśli się to nie uda, to przynajmniej rozstaniemy się w zdrowy sposób. Nie mówię, że nie będzie bolało, ale przynajmniej po wszystkim nie będę musiała żyć z poczuciem, że cały czas mnie ktoś oszukiwał i dowiedziałam się przez przypadek. A sytuacja w której parter/ka ma zaniki pamięci i okazuje się, że na boku jest ktoś jeszcze, to nie my mamy problem, tylko osoba z wiecznymi ubytkami w pamięci. Nie wiem, może jakaś wizyta u lekarza specjalisty, jak nie można zapamiętać faktu, że w domu ktoś na nas czeka i nie jest to rybka w akwarium. Odpuść, odpuść sobie taką osobę. Odpuść sobie bo nie zrobiłaś/eś nic złego. Ta cała okropna sytuacja nie jest z Twojej winy.

To tylko jeden z przykładów, jeśli chodzi o toksynę w związku, będzie tego więcej już niedługo. To teraz ta druga strona, bo mieliśmy przykłady o co się obwiniamy i każdy z nas może sobie sam zrobić taką listę. Nie oznacza to, że mamy jakiś problem z głową, czy coś 😉 Po prostu mamy w sobie wyjątkowo dużo uczuć i chcemy pomóc bliskim nam osobą, robimy wszystko co w naszej mocy żeby było dobrze. Szukamy rozwiązań, tłumaczymy kogoś, staramy się robić wszystko tak jak należy, wręcz idealnie. Zapominamy w tym wszystkim żeby zadbać również o siebie i o jednej podstawowej sprawie, nie można zadowolić wszystkich. To zadanie dla agencji towarzyskich. Nie zawsze więc radzimy sobie z tymi wszystkimi negatywnymi emocjami, które się pojawiają. To nic złego, jesteśmy po prostu uczuciowymi, dobrymi ludźmi. Najlepiej jest w takich sytuacjach właśnie odpuścić, bo nie zbawimy całego świata, bo jak wszyscy w koło nie jesteśmy idealni. Bo mamy prawo do popełniania błędów, bo z powodu, że coś nam nie wychodzi, nie oznacza, że jesteśmy gorsi od innych. Uwaga, bierzemy teraz głęboki wdech i … odpuszczamy 😉 Odpuszczamy sobie, toksyczną sytuację, czy środowisko. Przestajemy obwiniać siebie za wszystko wokół, za rzeczy na które nie mamy wpływu. Zamartwianie się, obwinianie i trzymanie wszystkiego w sobie, szkodzi nam i to bardzo. Odbija się to na naszym zdrowiu fizycznym i psychicznym, z takiego umęczania się uwierzcie mi, że nic dobrego nie wyjdzie. Wszystko fajnie i ładnie brzmi, ale doskonale zdaję sobie sprawę, że nie do końca tak jest. Najważniejsze o czym trzeba pamiętać to, to że nie jesteśmy z tym sami. Nie tylko my tak czujemy i mamy takie problemy, takich osób jest całe mnóstwo, chociaż nie chcą się przyznać. Nie trzymajmy wszystkiego w sobie, co boli, denerwuje i przeraża nas, bo te wszystkie uczucia w pewnym momencie eksplodują. Ok, możemy to sobie obiecać? To od dziś staramy się odpuszczać, oczywiście tylko tam gdzie należy. Nigdy nie odpuszczajcie, jeśli chodzi o Wasze szczęści, bo jedyną osobą z jaką musicie spędzić całe swoje życie, jesteście Wy sami. A jak wiadomo, lepiej żyć z kimś kto czuje się szczęśliwy i spełniony. Dobrze, w takim razie bądźmy szczęśliwi i spełnieni, czego życzę sobie i Wam 🙂

Ps. Jeśli chcecie poczytać o tym co myślę na jakiś konkretny temat, to dajcie znać w komentarzach lub napiszcie do mnie. Kontakt znajdziecie w zakładce o mnie 😉

5 myśli w temacie “(Nie)winna

  1. Nigdy nie potrafię sobie odpuścić! 🙈 Obwiniam się o wiele, jeśli nie o wszystko co ma miejsce….ostatnio obwiniam się nawet za to, że wzięłam L4 na chore dziecko 😢

    Polubienie

  2. Tańcem nie przejmuj się i bądź oryginalna, namów przyszłego męża aby opuścić ten punkt programu. To Twoje wesele, masz się dobrze bawić a nie stresować. Nikt głowy nie urwie. Ludzi co zioną złą energią omijać, a tych z rodziny, co nie da się obejść traktować z przymrużeniem oka i znikać dość szybko, nie wdawać się w dyskusje nic nie wnoszące. Można się trochę po obwiniać, bo dlaczego nie, ale nie przesadzać. Wyciągać wnioski na przyszłość. Powodzenia Basia

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: