Toksyna

W pokoju zrobiło się duszno, ciężko było mi złapać oddech. Nogi zrobiły się ciężkie, jak kamienie, a głos zamarł w gardle. Czułam, że powinnam uciekać, każda komórka mojego ciała aż wyrywała się do ucieczki. Ja jednak trwałam tam, jakbym zmieniła się w kamienny posąg. Wiedziałam, że powinnam trzymać się od niego z daleka, obcowanie z nim to proszenie się o kłopoty. A jednak nie mogłam wyjść, coś mnie przyciągało w jego stronę, jakby grawitacja znalazła nowe centrum. Chłonęłam każde jego słowo i gest, wiedząc, że ta cała zabawa zakończy się dla mnie tragicznie. Pozbawi mnie wszystkiego co we mnie najlepsze. Nawet dziecko wie, że nie igra się z wampirem…

Nie, nie zamierzam robić konkurencji dla sagi Zmierzch, jednak osoby o których chcę opowiedzieć są równie straszne co wampiry, wąpierze, czy inne upiry. Wampiry energetyczne, toksyny, nazw jest bez liku, wszystkie jednak znaczą to samo. Osoby w których towarzystwie tracimy pewność siebie, radość. W zamian wzrasta poczucie winy, samobiczowanie, negatywne nastawienie wobec nas samych i samoocena leci na łeb, na szyję. Możemy ich spotkać wszędzie: w pracy, w rodzinie i w związkach. Żeby polepszyć sobie samopoczucie, jak jakiś pasożyt, toksyny żerują na naszym strachu,czy bólu. Jak się tak nad tym zastanowię, to mam wrażenie, że oni już się tacy rodzą. Pamiętam, jak byłam w podstawówce, była w mojej klasie taka dziewczyna, która po każdym sprawdzianie, podchodziła do innych dzieciaków i pytała: a co odpowiedziałaś/-eś na pytanie…? Kiedy uzyskała odpowiedź, zawsze mówiła to samo: to masz źle, bo miało być…, kiedy po chwili rozmowy wychodziło, że wszystkie odpowiedzi jej zdaniem były błędne, w oczach takiego dzieciaka pojawiała się panika. A na twarzy mojej „koleżanki” malował się szeroki uśmiech. Za każdym razem gdy udało się jej kogoś doprowadzić do takiego stanu, celebrowała swój triumf. Oczywiście, nie miało znaczenia, czy wpisało się poprawną odpowiedź, czy nie. Ona zawsze wmawiała, że odpowiedź jest błędna. Oczywiście nie podchodziła do kogoś, kto zawsze był obkuty, tylko do uczniów z słabą samooceną. Takimi łatwiej manipulować. Mały wampir. Macie już zarys takiej osoby, a może nawet już wiecie, czy ktoś taki jest w waszym otoczeniu? Na szczęści szkoła kiedyś się kończy, ale te podkopy pod naszą samooceną już się zaczęły i może minąć bardzo dużo czasu nim znów będzie mocna i stabilna. O ile w ogóle będzie.

A co jeśli toksyna pracuje z nami? Wyobraźcie sobie wcześniej wspomnianą małą dziewczynkę z lat szkolnych w podrasowanej wersji. Czyli kobietę, wyrachowaną i wredną. Co jeszcze charakteryzuje takie wampiry? Właśnie to przyciąganie, potrafią roztoczyć wokół siebie taką aurę, że same lecimy do nich, jak ćma do lampy. Z początku nic nie zwiastuje kłopotów, mamy nową osobę w pracy albo to my jesteśmy nowi. Nie będę ciągle pisać ta osoba więc nazwę ją Tosia. Tosia jest przemiła, pokazuje nam co gdzie się znajduje, wprowadza w zawiłości programu na którym mamy pracować. Uprzedza jakie jest szefostwo, kierownictwo i jakie panują zasady. No złoty człowiek co nie? Podpowiada na kogo uważać w pracy, zapomina tylko wspomnieć o sobie. Myślisz sobie,super, nowa fajna praca, miła koleżanka. To będzie udany rozdział w moim życiu. I na początku tak właśnie jest, Tosia pomaga nam, zawsze możemy na nią liczyć. Staje się najbliższą nam osobą w pracy, powoli zwierzamy się z jakiś kłopotów w pracy, idziemy o krok dalej i zaczynamy mówić o życiu prywatnym. A ona to wszystko zapamiętuje, każdą informację, którą będzie mogła później wykorzystać. Jesteśmy, jak biedne małe zwierzątko na pustyni, które nie ma świadomości, że w tym piasku po którym sobie spokojnie wędruje, jest zakopana żmija pustynna. Na Animal Planet, kiedyś oglądałam program o tych skubańcach, zagrzebują się w piasku, a dzięki swojemu wyglądowi, nie ma opcji żeby je wypatrzeć. W odpowiednim momencie atakują niczego nieświadomą ofiarę. I nasza Tosia działa w identyczny sposób, idealnie się kamufluje, a my totalnie tracimy czujność.

I tak z czasem nasza koleżanka staje się naszą największą powierniczką, drogowskazem i chociaż jeszcze tego nie wiemy, sennym koszmarem. Nagle o naszych potknięciach dowiadują się przełożeni i drobny problem, bo przecież tak nam mówiła Tosia, rośnie do rangi apokalipsy. Dowiadujemy się, że to wszystko nasza wina, oczywiście znajduje się ktoś, kto wie jak rozwikłać problem. Wiadomo o kim mowa. A my? Wychodzimy na totalną idiotkę, która nie radzi sobie z najprostszymi tematami. Później jest tłumaczenie, że przecież nie mogła się za nami wstawić, wiadomo jakie jest kierownictwo. Wyszłoby to jeszcze gorzej. Taa, jasne. Tłumaczeń jest mnóstwo, a my je łykamy, jak mały pelikan. To taki dar, z taką łatwością nasz wampir potrafi wpływać na ludzi i przerabiać ich, żeby robili to co on chce. Tego typu sytuacje się powtarzają, nasza pewność siebie leży zakopana trzy metry pod ziemią. Chcąc się wygadać znów kierujemy swe kroki do…, oczywiście, że do Tosi. A ona karmi się naszym zamykaniem na innych, pesymizmem i niską samooceną. Przecież kiedy ludzie są w takim stanie, ona błyszczy, a przy nas ten blask wydaje się jeszcze jaśniejszy. Z każdym dniem czujemy się coraz gorzej, jakby ktoś dosłownie wysysał z nas energię życiową. Niektórzy kompletnie nie radzą sobie z takimi osobami, sytuacjami i uczuciami, jakie odczuwamy w takich chwilach. I tak okazuje się, że cierpimy na nerwicę, czy dochodzi do jakiś załamań. W wielu przypadkach nie obejdzie się bez pomocy psychoterapeuty, a czasem psychiatry i leków. Dobrze jeśli mamy w sobie na tyle siły, że próbujemy opuścić toksyczne środowisko. Często podejmujemy decyzję o zmianie miejsca pracy, ale to nie jest tak, że wtedy z dnia na dzień wszystko wraca do równowagi w naszym życiu. Jest to jednak dobry początek. Zostawiamy te toksyny daleko za sobą, odcinamy się od tego. To jest wyjście, podpisując umowę o pracę, nie podpisujemy cyrografu na całe życie. Zawsze możemy ją zmienić. Co jednak jeśli toksyna, która nas dręczy to nasz partner/partnerka

Na początku wszystko jest normalnie, super uczucie, motyle w brzuchu itd. Poznajemy nowego super ktosia. Spędzamy z sobą każdą wolną chwilę, znajomi go uwielbiają, rodzina również. Idylla przedłuża się, zamieszkujecie razem, może nawet dochodzi do ślubu. I bum… nagle coś się zaczyna dziać dziwnego. Drobne przytyki, uszczypliwości, żarcik rzucony mimochodem przy znajomych. Dobrze się zrozummy, to nie są niewinne docinki, tylko takie które z założenia mają nas zaboleć. Nie no serio nie wiesz co to jest? Gdzie ty się uchowałaś, każdy to wie. Lepiej się nie odzywaj, jak tylko otworzysz usta ginie twój urok. No już nie rób takiej miny, przecież to żart.

Raz, jasne spoko można się pośmiać i potraktować to w kategorii nie trafionego żartu, ale kiedy zaczyna się to powtarzać powinna się nam zapalić, jakaś lampka ostrzegawcza. Tak się nie dzieje. A dlaczego? A bo nasz osobisty wampir energetyczny ma zawsze świetne wytłumaczenie dla swojego zachowania.Kiedy zwrócisz mu uwagę, to to zaczyna się kajać.

wiem, że przesadziłem, czasem nie pomyślę zanim coś powiem. Jednak pamiętaj, że jesteś dla mnie najważniejsza, zawsze na pierwszym miejscu. Przecież umyślnie nigdy bym cię nie skrzywdził.

I co robisz? W większości przypadków przyjmujesz tłumaczenie. Znam to aż za dobrze, bo często sama kupowałam takie śliskie tłumaczenia. Każde nasz potknięcie, niepowodzenie jest wywlekane przy każdej możliwości. To tak, jakby co jakiś czas ktoś przynosił do twojego wysprzątanego salonu, kosz pełen śmierdzących śmieci i rozrzucał jego zawartość po pokoju. Na koniec z uśmiechem na twarzy kazał posprzątać cały ten bajzel. Ten bajzel po każdej takiej okropnej sytuacji, pojawia się w naszej głowie. Nasza samoocena lżey na deskach. Przy kolejnych próbach zwrócenia uwagi, że jego zachowanie jest nie takie jak powinno. Włącza się atak, bo to wszystko przecież nasza wina,bo prowokujemy. Albo lepiej, to jeden z moich ulubionych tekstów, że w ten sposób chce nas zmobilizować do rozwoju. No jasne, nic mnie tak nie motywuje, jak wieczne słuchanie, jaka to jestem beznadziejna. Od razu dostaję poweru do dalszego samorozwoju. Taka mądra jestem teraz, bo jak słuchamy takiej toksyny, raz, czy drugi, to nie włącza się nam instynkt obronny, tylko poczucie winy. Jedno ukąszenie wampira energetycznego rozprowadza w naszym ciele truciznę, która zalewa nasz organizm. Zakorzenia w głowie i sercu, nagle zaczynamy widzieć w sobie najgorszego człowieka na ziemi. Nie dość, że głupia, z niczym sobie nie radzi, to jeszcze nie doceniamy starań tej super osoby, która chce nam pomóc. No po prostu jesteśmy beznadziejni. I to czerwone światło, które zapala się w razie niebezpieczeństwa, teraz szaleje nad naszą głową. My jednak nie dostrzegamy go, ale podejmujemy jeszcze czasem próby uzdrowienia sytuacji. Bo wiemy, że coś jest nie do końca tak jak powinno, raczej nie powinno się czuć w udanym związku, jakby ktoś nas przeżuł i wypluł. Pojawiają się wtedy ponownie wymówki, czasem toksyna trochę się uspokoi i zacznie tłumacz się ciężkim dzieciństwem. Niezrozumieniem u ojca, albo co tam jeszcze wymyśli. Nie wiem uprowadziła go banda łysego, jak był mały i straszyła grzebieniem? Zazwyczaj nic z tych rzeczy nie jest prawdą, za to jest świetną wymówką, a w nas wzbudza współczucie i poczucie winy. Przecież on miał tak źle w życiu, każdemu czasem puszczają nerwy, a ja zamiast wykazać się zrozumieniem, to doszukuję się jakieś intrygi. I znowu wybielamy naszą toksynę, a on dostaje pożywki w postaci naszych wyrzutów sumienia. Im bardziej się nie akceptujemy, im więcej mamy kompleksów, tym toksyna ma szersze pole manewru. Jeśli chodzi o wygląd to również zaczyna się to od drobnych, rzuconych mimochodem „dobrych rad”, a kończą się na ciosach z solidnej armaty. Byłam kiedyś świadkiem, jak facet na jakieś imprezie, zabrał kawałek mięsa z talerza swojej dziewczyny, kwitując krótkim – tego nie jedz, będziesz zdrowsza, a w dodatku później w nic się nie mieścisz. Nie wiem, czy to był typowy wampir, ale po minie jego dziewczyny widać było, że zrobiło się jej mega przykro i niezręcznie. Typ nie ściszył głosu, czy coś w ten deseń, więc wszyscy to słyszeli. Pojawiło się parę mimowolnych uśmieszków. Szczerze? Nie chciałabym się znaleźć na jej miejscu. A jeśli chodzi o taki większy kaliber. Moja kumpela była kiedyś w związku z totalną toksyną, dużo ją to kosztowało i koniec końców skończyło się u terapeuty. Gość notorycznie docinał jej z powodu wyglądu. Od razu ubiegnę niektóre kąśliwe uwagi, nie jest chudzielcem i nie ma nadwagi. To śliczna, normalna dziewczyna. Podczas jednego spaceru, zwróciła swojemu wampirowi delikatnie uwagę, że ciągle ogląda się za dziewczynami, które mijają i że trochę głupio się przez to czuje. Wiecie co odpowiedział? Gdybyś inaczej wyglądała, nie musiałbym oglądać się za innymi! Serio gościu?!Jak sobie to przypomnę, to aż się we mnie gotuje. Na szczęście udało się jej uwolnić od tego typa. Teraz jest w zdrowym związku, jednak droga do ponownego polubienia i docenienia siebie, była długa i ciężka. Oczywiście to nie jest tak, że w związkach toksyny to tylko faceci, my tez mamy swoje za uszami. Tak samo potrafimy być toksynami, czasem gorszymi niż te w męskim wydaniu.

Podobnie jak z toksyną w pracy, tak i w związku. Te najgorsze przypadki kończą się często załamaniem, jakąś nerwicą i długofalową pracą nad odbudową swojej samooceny. Często nie obejdzie się bez pomocy specjalisty. Nie można bać się, czy wstydzić z tego powodu. Pamiętajcie, że robimy to dla siebie, a jeśli macie dzieci, to też dla nich. Przecież dzieciaki uczą się od nas, a jeśli widzą, że nie akceptujemy siebie, widzimy tylko swoje wady i nie doceniamy naszych osiągnięć. Pozwalamy żeby ktoś nas poniżał i obrażał. To ich samoocena też będzie krucha, bo nie nauczą się walczyć o siebie. Może to pomoże znaleźć ten bodziec do walki z toksyną, która krąży w nas po takim spotkaniu z wampirem energetycznym. Jeśli zaczynasz czuć, że czyjeś zachowanie, czy słowa wobec ciebie, są nieodpowiednie, że źle się przez to czujesz. Posłuchaj tego przeczucia, możesz uniknąć sporej dawki stresu i kłopotów. Masz prawo zerwać taką znajomość, jeśli ktoś zaczyna cię szantażować emocjonalnie (np. że coś sobie zrobi, jak go zostawisz) powiedz o tym komuś, rodzinie, przyjaciołom, rodzinie tej osoby. Kiedy na jaw wychodzą takie sztuczki, bywa że toksyna odpuszcza, może bać się konfrontacji z innymi, nie chce popsuć tego, jak jest postrzegana w otoczeniu. Masz prawo się bronić i prosić o pomoc, to nic złego, żadna ujma. Zawsze walcz o siebie. Nie dajmy się tym krwiopijcom 😉

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: