The best

Być najlepszą wersją siebie… to stwierdzenie dość często pada w różnego typu tekstach motywacyjnych. Wypieramy z naszej głowy opcję, że możemy być normalni, powiedziałabym przeciętni, ale mam wrażenie, że to może kojarzyć się negatywnie. Czy faktycznie przeciętność jest zła? A może to my zdemonizowaliśmy to stwierdzenie?

Podczas pewnej pogawędki z moim sabatem, Zuza zaproponowała mi nowy temat na felieton. Taki trochę o współczesnych problemach wychowawczych, a trochę o każdej i każdym z nas. Bo każdy chociaż raz w swoi życiu poczuł presję bycia idealnym. A co jedno ma wspólnego z drugim? Mam nadzieję, że za chwilę zrozumiecie. Zuzka opowiadała mi, jak trudno teraz wychować dziecko, żeby było świadome swojej wartości. Problem pojawia się, gdy słyszysz od dziecka „mamo nie mogę tego zrobić/ubrać/powiedzieć bo wszyscy będą się ze mnie śmiali” I jak nauczyć dziecko, że najważniejsze żeby czuło się dobrze same z sobą, że nie musi się nikomu przypodobać. Jeśli nie lubi czegoś robić, niech tego nie robi. Nie musi być jak inni, ma być po prostu sobą. No niby proste, co nie? Po prostu być sobą…

Problem jest w tym, że z każdej strony dzieciaki i nie tylko są bombardowane różnego typu stereotypami, ramami w które uparcie ktoś chce nas wszystkich włożyć. Dam wam przykład, pamiętacie mój tekst o pannie młodej? Tam o tym wspomniałam, oczekuje się od kobiet które wychodzą za mąż, że uznają to za najważniejszy i najszczęśliwszy dzień w ich życiu. Nie odbieram rangi tego wydarzenia, ale jak już wspomniałam, nie mianuję ślubu, jako najważniejszego dnia w życiu. Nie w moim życiu i to jest chyba kluczowe, przecież nie neguję takie podejścia u innych dziewczyn, które od dziecka marzyły o ślubie, białej sukni i welonie. Ja jednak nigdy nie myślałam o ślubie, jako o spełnionym marzeniu. Jednak ten ogół, pewna część społeczeństwa, nie musi być większa, ale na pewno jest dużo głośniejsza od pozostałych. Wrzuca nas do worka z konkretnymi zachowaniami, czy odczuciami, jak próbujesz mimo wszystko działać i żyć po swojemu… wylewa się na ciebie hejt. Swoją drogą modne słowo ostatnio co nie? Wracając do tych dzieci, już na samym początku, w sumie to nawet jeszcze przed ich przyjściem na świat wrzucamy je w pewne ramy. Kupuje się ubranka, w zależności, czy to dziewczynka, czy chłopiec dobieramy kolorystykę. Standard: róż lub niebieski, serio jakaś odmiana daltonizmu? Jest ogromna gama kolorów, a my jak ten przysłowiowy osioł, bez urazu dla osiołków, czepiamy się tylko tych dwóch kolorów. Gdy kupujemy zabawki to dla chłopców zazwyczaj są to samochodziki, a dziewczynki dostają lalki. W sensie, że taka wczesna edukacja pod macierzyństwo? Julka opowiedziała mi odnośnie tego sytuację w której brała udział:

Mnie jeszcze wkurza, jak słyszę, że chłopcy to, a dziewczynki tamto. np. moja ciotka, jakiś czas temu włożyła chłopczyka z lego do samochodzika i powiedziała: chłopcy prowadzą, bo są lepszymi kierowcami. Od razu Piotrusiowi powiedziałam, że dziewczynki też mogą być dobrymi kierowcami… wiadomo nic to może nie dało, jest jeszcze za mały żeby to zrozumieć.Strasznie mnie to jednak wkurzyło.

Na całe szczęście moi rodzice pozwolili mi na odnalezienie w sobie tego co mnie ciekawi i bawi. Bez sugerowania mi w jakim kierunku powinnam iść, nie wkładali mnie w ramy słodkiej małej księżniczki. Dzięki im za to, byłabym beznadziejną księżniczką 😉 czy nie miałam lalek? Oczywiście, że miałam i bawiłam się, że są w wojsku. Miałam za to kolekcję piłek: do nogi, kosza, czy siatki. Miałam odział wojska, kilka pistoletów na kulki, zestaw małego budowlańca. Nie ubierano mnie na różowo i jak opowiadałam tacie, że wkurza mnie kolejna księżniczka, która czeka aż jakiś księże uratuje ją z wieży. Zawsze mi powtarzał, że nie muszę być jak one, że zamiast polegać i czekać na pomoc jakiegoś chłopaka. Mam sama zawalczyć o siebie, umieć prosić o pomoc, ale nie być zależną od innych. Iść z podniesioną głową i być dumną z tego kim jestem. I starałam się całe swoje życie podążać za tą radą. I tak z dziecka stajesz się nastolatką i zabawa zaczyna się od nowa. Nowe stereotypy, nowe ramy, a Ty za wszelką cenę starasz się pozostać sobą. Z wiekiem dochodzą nowe presje. Być dobrą uczennicą, dbać o swój wygląd, ale nieprzesadnie. Niby motywacyjne stwierdzenie, że ocena zawsze mogła być wyższa. Niby, bo to tylko uświadamia tej osobie, że nadal nie jest wystarczająco dobra, żeby ktoś ją docenił. To nie motywuje, wręcz przeciwnie, podkopuje zachwianą samoocenę. Czy faktycznie dziecko musi być wzorowym uczniem, z wieloma zainteresowaniami i dodatkowymi zajęciami ciągnącymi się do wieczora? Już słyszę tych ambitnych rodziców powtarzających, że dzięki temu dziecko w przyszłości zdobędzie świetną pracę. Z każdego przedmiotu przynosić do domu piątki i oczywiście przy tej ilości zajęć być jeszcze towarzyską i zawsze uśmiechniętą. Myślicie, że to do spełnienia bez ponoszenia jakichkolwiek konsekwencji? A może by tak im odpuścić bycia idealnym we wszystkim? Może i nie są orłami w matmie, czy chemii. Za to na polskim i historii nie mają sobie równych. Niemiecki nie jest ich mocną stroną, za to świetnie się czują z angielskim i geografią, bo przecież ich marzeniem jest podróżowanie. Czy nie lepiej wspierać te młode osoby żeby rozwijały się w tym co sprawia im radość? Zachęcam żeby przeczytać sobie bajkę o szkole dla zwierząt 😉

http://www.bialorushajnowka.pl/38-pedagog-dla-nauczycieli/133-szkola-lesnych-zwierzat-dunska-bajka-nie-tylko-dla-nauczycieli tu macie ściągę.

I tak w głowie tej dorastającej osoby zakorzenia się myśl, że nie jest ważne jak bardzo się staram i ile serca w coś wkładam. Jeśli nie zrobię tego idealnie, jeśli wszystkiego co robię, nie wykonam idealnie, nikt tego nie zauważy nikt nie doceni. Skora wszystkim zawsze jest mało, skoro to co robię jest złe, to po co się starać i tak nie spodziewają się po mnie niczego dobrego. Przychodzi czas na młodych dorosłych, którzy mając z tyłu głowy wspomnienie, jak dotychczas wszystko wyglądało w lekkiej obawie oczekują co teraz od nas będą wszyscy oczekiwać.

Pamiętam jak na imprezach rodzinnych zawsze można się było spodziewać od jakieś ciotki gradu pytań. Czy już mam chłopaka, jak z pracą? Nie miałam chłopaka, to najwidoczniej coś źle robiłam. Sypał się wtedy grad dobrych rad, których nie chciałam, nie czułam się też w obowiązku tłumaczyć się ze swojego życia. Póki czułam się dobrze sama ze sobą uważałam i nadal uważam, że wszystko jest dobrze. Nie jest to jednak proste, przecież ciągle czegoś się od nas oczekuje. Skoro biorę ślub, dostaję wytyczne jaką żoną powinnam być. Wyrozumiała, opiekuńcza, zachowywać się tak żeby nie przynieść mężowi wstydu, najlepiej pozbyć się znajomych przeciwnej płci. Brzmi jak jakieś średniowieczne kanony, ale wierzcie mi, niektórzy nadal wyznają takie podejście. Powinnam być perfekcyjną panią domu. Nie, nie jestem, czasem odpuszczam sobie sprzątanie, jeden czy dwa dni bałaganu nie zaburzą losów świata. Z czasem być super mamą, mieć na wszystko czas, być idealną kochanką. A panowie, myślicie że ich to ominie? Nie, facet powinien być twardy, mocno stąpać po ziemi. Musi umieć utrzymać rodzinę, a ja głupia myślałam, że wspólne życie opiera się na wzajemnej pomocy i nie ważne które z nas więcej zarabia, oj ja głuptasek 😉 Co powiemy jeszcze o naszych miłych panach? Powinni wykazać się tężyzną fizyczną i muszą mieć charyzmę i twardy charakter. Jak to mówią do małych chłopców? Nie bądź beksą/ chłopcy nie płaczą/nie bądź baba. Jak facet, to musi się znać na samochodach, taki stereotyp również się utarł. To mogę zaraz obalić, pracowałam przez parę lat w serwisie samochodowym, daję słowo płeć nie jest wyznacznikiem wiedzy motoryzacyjnej. Mężczyźni znają się na sporcie, muszą być fanami piłki nożnej i oglądać z zamiłowaniem każdy mecz. Hmmm mam jednak dziwny związek, bo mój M. nie interesuje się piłką nożną, nie ogląda meczy. Rolę kibica w naszym domu przejęłam ja, to właśnie ja ekscytuję się oglądając mecze piłki nożnej i siatkówki. Czy to coś zmienia, czy M. jest mniej męski? W żaden sposób, idealnie ( to jedyny raz kiedy użyję tu tego słowa pozytywnie) się uzupełniamy, w dodatku mamy wspólne „męskie ” zainteresowanie, czyli motoryzację. I z tego też powodu toczą się w naszym domu długie i zawzięte dyskusje, bo przecież obydwoje mamy swój pogląd który samochód lepiej się sprawuje, ale to temat na inny wpis 😉

Podobno mamy XXI wiek, dlaczego nadal stygmatyzujemy niektóre grupy, dlaczego uparcie wkładamy ludzi w sztywne ramy, nie pozwalając rozwijać się w kierunkach, które im odpowiadają. Dlaczego tak bardzo zależy nam na akceptacji innych, staramy się tak bardzo, że jesteśmy gotowi zatracić samych siebie, stać się kimś zupełnie innym? Tylko po co, czy gra jest warta świeczki? Trzeba mieć zawsze z tyłu głowy, że te naciąganie się żeby osiągnąć to czego od nas wymagają. Niesie za sobą konsekwencje, wyczerpuje nas psychicznie i fizycznie. Trochę zrozumienia dla nas samych, możemy być czasem normalni, przeciętni. Po prostu takimi, jakimi jesteśmy, ideały nie istnieją, wiec nie musisz być w każdej dziedzinie idealną.

+

4 myśli w temacie “The best

  1. Jak to czytałam miałam dużo różnych myśli na temat mojego dzieciństwa, np. nieważne czy w sukience czy w spodniach, ale od dziecka chodziłam po płotach i drzewach. Do dzisiaj pamiętam teksty „że jak to dziewczynka takie rzeczy”.
    A co do dorastających dzieciaków, które zawsze sa „niewystarczające”, to przytoczę cytat z bajki „Zwierzogród”:
    ‚ Jeśli wszyscy i tak widzą w lisie tylko zdrajcę i łobuza i kombinatora, to nie ma sensu starać się być kimś innym…’. Oby żadne dziecko nigdy tak nie myślało o sobie.

    Polubione przez 2 ludzi

  2. Bardzo trafione spostrzeżenia co do presji bycia najlepszym, ról nam przypisywanych czy wymagań odnośnie płci. Jeśli presja jest zewnętrzna, to niszczy z czasem poczucie własnej wartości. Bo trudno jest temu wszystkiemu sprostać. Najtrudniej jest słuchać ludzi dla których utarte schematy to jedyna słuszna droga i mówią Ci że coś robisz źle. Rodzinne spotkania to idealny moment na takie pstryczki…
    Jedyna słuszna droga według większości to dom-praca-dzieci, a możliwości jest więcej.

    Odczuwam dużą presję rozwoju, powinienem robić więcej, zawsze na maksa. Ale lubię to, lubię wymagać od siebie, robić wszystko najlepiej jak w obecnej chwili mogę.
    Nie jest to presja z zewnątrz, jest to moja presja wewnętrzna. Uważam że w takiej formie, wymagania od siebie nie ma nic złego.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: