Niezniszczalna

Jeśli chorować to krótko, jeśli ogarniać dom, to perfekcyjnie. Powinno bić od nas ciepło i empatia i broń Boże żeby któraś za bardzo się nad sobą użalała. Wkurza Was to? Mnie też, a jednak co chwilę łapię się na tym, że bez marudzenia wchodzę w wyznaczoną mi rolę.

Nim zacznę, to chciałam Was przeprosić. Nie zapomniałam o Was, ale pochłonęła mnie praca i nowe projekty, które urodziły się po drodze. Teraz wróciłam z głową pełną pomysłów! Do rzeczy, rozmawiałam ostatnio z Julką, biedaczka na święta się rozchorowała. Postanowiła się wygadać, że jak choruje którykolwiek z jej domowników, to się biedaka żałuje. Lepiej żeby odpoczął, nic nie robił i tak dalej. Niby wszystko tak jak się należy, to gdzie tu problem? No właśnie w tym, że kiedy Julka zachorowała, to dowiedziała się żeby nie przesadzała i zacisnęła zęby.

Powiem Wam, że coś w tym jest, sama się na tym łapię. Jeśli M. zachoruje, to zawijam go w koc, co chwilę robię herbatę. Ugotuję lub kupię coś na co ma ochotę, wszystko żeby ulżyć mu w tej sytuacji. Jednak gdy sama jestem chora, to nawet, jak mam L4, a M. jest w domu to ja robię herbatę. Jemu i sobie, bo ile można odpowiadać w której szafce znajdzie wspomniany wcześniej napój. Dłuższe leżenie? No co Wy, przecież zaraz będzie trzeba wyjść z łóżka i coś pokazać. Na koniec oczywiście słyszę „ale po co wstajesz, idź się połóż”. Mam wrażenie, jakbym była w ukrytej kamerze, serio. To nie tyle, że ktoś nam mówi, jak u Julki żeby zacisnęła zęby, ale my już mamy to tak zakorzenione w głowie, że same nie pozwalamy sobie na taką chwilę słabości.

Właśnie, słabość, negatywne skojarzenie. A przecież choroba, to ludzka rzecz, zdarza się i mamy prawo do tego żeby się źle poczuć, mieć gorszy dzień, czy cokolwiek innego. Ja dla przykładu mam czasem tak, że chcę zostać ludzkim burritem. Już spieszę z wytłumaczeniem, ludzkie burrito – człowiek zmęczony, zestresowany, przygnębiony albo wszystko razem, szczelnie zawinięty w koc i spoczywający na kanapie. W takiej formie chciałabym spędzić ten gorszy czas, zgłaszam dzień wolnego na żądanie. Od świata, wszystkich zajęć, telefonów i maili. A wiecie, jak to się kończy? Po pięciu minutach wyrzucam sobie, że marnuję czas, bo przecież mogłabym chociażby zetrzeć kurze w tym czasie. Przecież przez takie leżenie, nie jestem efektywna, może ktoś pomyśli, że jestem leniwa, może przyszli teściowie będą się obawiać, że ich syn będzie musiał sobie sam dom ogarniać. Chwila, chwila, że co?! Ma gość dwie ręce i nogi, ma sprawny umysł, da sobie radę nawet, jak ja odpuszczę sobie na dzień, czy dwa. Ktoś pomyśli, że jestem leniwa? Niech sobie myśli, od kiedy przejmuję się tym co ktoś sobie uroił w głowie? Dlaczego sama nie chcę sobie dać przyzwolenia na chwilę słabości? Dobrze wiem, że to nic złego, że każdy tak czasem ma. Więc o co chodzi?

Nie uwierzycie, jak banalna jest odpowiedź, w dodatku przewija się już przez kilka tekstów. Bo od pokoleń wbijają nam to do głowy. To są te wszystkie dobre rady: jak być dobrą żoną, matką, panią domu. Kobieta musi łaczyć wiele ról i nie marudzić przy tym, a bywa, że to wysiłek ponad nasze siły. Całe wieki pozwalałyśmy na takie pranie mózgu. Pokolenie millenialsów zaczęło coś z tym robić i co? Mamy teraz kolejki do psychoterapeutów, bo nagle się okazuje, że wieczne zaciskanie zębów i wieczna próba zadowalania wszystkich, w dorosłym życiu wychodzą nam bokiem. Powoli staramy się wprowadzać zmiany, nie robić naszym dzieciom takiego prania mózgu. Obawiam się tylko, że na efekty będzie trzeba jeszcze długo czekać. Bo my z tyłu głowy ciągle słyszymy ten szept przestań się nad sobą użalać, rób co do Ciebie należy, nie bądź słabeuszem.

Mam prawo do słabszego okresu w życiu, mam prawo do kilku dni lenistwa i nikomu nic do tego. Bo to co nas męczy i siedzi w naszej głowie. Te wszystkie nazwane i nienazwane uczucia, muszą mieć gdzieś ujście. Inaczej będziemy, jak balon, który pęka z nadmiaru powietrza. Pozwólmy sobie na te wszystkie emocje i uczucia, bo to ludzkie, a my jesteśmy ludźmi. Lepiej jest je przeżyć, mieć tzw. dzień słabości, niż kumulować to w sobie i chodzić, jak tykająca bomba. I na tym kończę, obiecuję już częściej coś dla Was wrzucać 😉

2 myśli w temacie “Niezniszczalna

  1. Z tym kurzem to święta prawda ! Co prawda on i tak tam leży i pewnie nigdzie sobie nie pójdzie, ale dlaczego ma tak leżeć, skoro zamiast leżeć mogę go wytrzeć. Czemu każde wyjście do WC kończy się, u mnie, umyciem tegoż „wuceta” czy umywalki albo przetarciem szyb w kabinie?! 🙈🤯 Nie mogę iść, jak normalny człowiek zrobić TYLKO siku?! Nosz kurcze nie da rady 😆
    I wiele prawdy jest w tym co piszesz, bo my kobiety „musimy”, mamy to w mózgu i ciężko to jakoś wyprzeć.
    Pozdrawiam serdecznie 🤗💗

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: